poniedziałek, 29 lipca 2013

Elbląg, Biała Góra - 11.07.2013 r.

Keszowóz sprawny, więc robimy dziś powtórkę z Elbląga. Założenie jest proste, parkujemy przy skrzynce "TR 10 - Hale przemysłowe - OP6B2F" i stamtąd pieszo obchodzimy interesujące nas obiekty. Czemu akurat przy tej skrzynce? Bo to centrum handlowe i jest bezpłatny parking;) Podróż do Elbląga minęła bez stresu. Samochodzik zaparkowany i od razu maszerujemy po skrzynkę - znaleziona bez stresu i problemów :) Przy okazji poszliśmy do pobliskiej galerii handlowej, żeby zakupić nowy kabelek do ładowania telefonu w samochodzie. Bo niby telefon podłączony do ładowarki, a przy włączonym wyświetlaczu i GPS zamiast się ładować to się rozładowuje. I faktycznie wina kabelka była - nowy, oryginalny ładuje bez problemu. Widać kabelek "podróba" za mało miał miedzi w miedzi. Zaopatrzeni wyruszamy na podbój Elbląga. Najpierw trochę podchodów i gimnastyki czyli "Kądziel Angeli: Szpital Diakonis - OP512D". Poszło w sumie sprawnie... dobrze, że rano nie było zbyt wielu ludzi, bo podejmowanie skrzynki wyglądało trochę dziwnie;) 

W Elblągu pełno takich metalowych "cosiów"

Kolejna na trasie była "TR 9 - Kumiela - OP6B2D". I tu mieliśmy spory zgryz, bo nijak nam się skrzynki nie udało znaleźć. Czego my nie robiliśmy... 

Nie ma skrzyneczki :(
Nie ma i koniec. Za bardzo nas to nie ruszyło, przecież jeszcze ze 20 keszy do zdobycia:) Po nieudanych poszukiwaniach pomaszerowaliśmy do kolejnego punktu dzisiejszej wycieczki "TR 5 - Biały Krzyż - OP6B0C". 


Tutaj kordy trochę niehalo były, ale podpowiedź jest na tyle czytelna, że skrzynka sama się znalazła. Z tego punktu wypatrzyliśmy jakiś ładny budynek, który nam się bardzo spodobał. 


Domysły były różne - jakiś hotel, Urząd Miasta, ZUS... się okazało, że to Sąd i areszt śledczy;) 


A przy Ratuszu Miejskim podjęliśmy skrzynkę "TR 4 - Achilles - OP6B0A". Kolejna skrzynka natomiast "TR 8 - Prawie 102 Rudy - OP6B2C" trochę nas zmyliła... bo niby tradycyjna, a kordy tak ze 100 metrów obok. Ale opis był czytelny to się udało. I dzięki tym 100 metrom nie zobaczyliśmy obiektu, który skrzynka ma pokazywać ;) Ale co tam, mało czołgów widzieliśmy? ;) Tuptamy dalej... do skrzynki "TR 3 - Modernizm - OP6B09" i tuż obok "Dom Zarazy - OP6755 ". 

Takich jeszcze nie widziałem...

Obie ukryte na widoku, aż dziw że tam były. Pierwszą udało nam się zabić, niby magnetyczna ale magnesu jakoś nie było... i przy próbie odłożenia wpadła w szczelinę :( Druga natomiast podjęta bez problemu. Jakoś nas potem zaniosło do galerii handlowej, bo co to za urlop bez wizyty w galerii? Ale przynajmniej toalety były ;) Po wyjściu z przybytku handlowego, zanabyliśmy na pobliskiej stacji paliw kawę i poszliśmy szukać "TR 1 - Kościół Bożego Ciała - OP6B05". I tu nam niestety się nie udało...Czas pomaszerować na Elbląską starówkę. 

Nowe Stare Miasto ;)



Chyba starówkę, bo wszystkie prawie budynki nowe ;) Widać tak koncepcja się podoba. Na start skrzyneczka "Galeria EL - Kościół Marii Panny - OP5AF3" - prosto, przyjemnie i niebanalny pojemnik. 


nie wiem co to - ale fajne ;)

Potem trafiliśmy na sympatyczny quiz "Piekarczyk, który miasto uratował Q - OP0C0B". 


Tu już organizm zaczął się domagać jedzenia, więc poszukaliśmy jakiegoś miejsca żeby na spokojnie usiąść i zjeść kanapki. Przysiedliśmy na nabrzeżu kanału Elbląskiego - bardzo fajnie zrobione. Ławki, rośliny, super nawierzchnia - tylko czegoś płotem zagrodzone. Ludzie się dziwnie na nas patrzyli... tylko my na tym nabrzeżu, jak jakieś zwierzęta na wybiegu;) Pokrzepieni udaliśmy się do "Ratusz Staromiejski - OP588A", taka trochę dziwna skrzynka ale ogólnie bez problemu udało się ją zdobyć. 

I takie warunki podejmowania skrzynki lubię ;)

Czas było udać się na spotkanie z lokalną keszerką w postaci Pogezany. Po drodze próbowaliśmy jeszcze wpisać się do "Ścieżka Kościelna - OP4AA0", ale ludzie przeszkadzali. 

Ścieżka kościelna

Wpis udało się zrobić dopiero w towarzystwie Pogezany, akurat pusto wokół skrzynki było. We trójkę już ruszyliśmy potwierdzić brak skrzynki "Katedra św. Mikołaja - OP594D". Nam się nie udało jej odnaleźć, Pogezana która ją znalazła wcześniej, też stwierdziła jej brak. 

Katedra

No i zamiast maszerować w kierunku keszowozu zostaliśmy przez Pogezanę przegonieni po Elblągu. Poprowadziła nas do obu swoich skrzynke, których nieznależliśmy. Jak się okazało były na miejscu :) W drodze do keszowozu dokonaliśmy wpisu w jeszcze dwóch skrzynkach - "Skwer Solidarności - OP6775" i "Elbląska synagoga - OP6758". Już keszowozem podjechaliśmy we trójkę na cmentarz Żołnierzy Armii Radzieckiej do skrzynki "Żołnierze ze Wschodu - OP5CAF". 


Trochę śmiesznie tu wyszło, bo tuż za niskim murkiem jest zwykły cmentarz... i jakaś pani zerkała dociekliwie co my tam w tych krzakach pijemy heheheh 

Dociekliwa pani (z tyłu), obok mnie Pogezana

Ale skrzynkę podjęliśmy bez problemu. Następna skrzynka... "Śpiący strumyczek - OP6B75" - tu było wesoło :) Pogezana ryła w błocie w poszukiwaniu pudełka po kliszy - zakopanego, a jakże... No ale to jej pierwszy FTF :) 


Potem marsz boso w strumyku, ubaw po pachy :) Na zakończenie sympatycznego spotkania dokonaliśmy wpisu w skrzyneczce "Bażancie melodie - OP5C41". I w tym miejscu lokalna przewodniczka nas opuściła. My zaś udaliśmy się w drogę powrotną do Sztumu. 

Okoliczności przyrody - widok z keszowozu

Po dotarciu na miejsce wyszło nam, że jeszcze wcześnie jest i można podskoczyć na śluzy w Białej Górze, tym bardziej że to tylko 8 km od naszej kwatery. 8 km jazdy po wyrobie drogopodobnym... coś na zasadzie " jadę sobie dziurą, a tu nagle asfalt!". Dojechać się udało, i warto było. Wspaniałe miejsce - bardzo dobrze zagospodarowane i robiące wrażenie. Spędziliśmy tam sporo czasu, tym bardziej, że praktycznie wszędzie można wejść, wszystko jest dostępne dla zwiedzających. Dla bardziej zainteresowanych link do strony z opisem śluz Biała Góra
Trafiliśmy na śluzy o dobrej porze dnia, około 19 było praktycznie bezludnie, dlatego podejmowanie skrzynek obyło się bez dodatkowej adrenaliny. 



Droga do skrzynki


Choć skrzynka "TRZY BRZEGI WISŁY - Bonus - OP4428" z racji miejsca ukrycia sama z siebie trochę adrenaliny dostarcza :)
Ogólnie to był udany dzień, no i w końcu wyszło ponad 20 skrzynek :)

Zapis trasy: GPX


poniedziałek, 22 lipca 2013

Akcja Frombork, 10.07.2013 r.

Pogoda miała być. Ładna tak do 14, potem już tylko pogoda. Postaraliśmy się wyjechać trochę wcześniej, bo do Fromborka ze Sztumu ponad 80 km. A drogi na Pomorzu kręte... Plan był ambitny, na pierwszy rzut Frombork, potem wracamy przez Tolkmicko i zgarniamy skrzynki wzdłuż Zalewu Wiślanego, a na koniec czyścimy Elbląg. No to pojechaliśmy... Przed Elblągiem rzuciła się nam w oczy skrzynka "Depresja T - OP0113". Trochę pokręcony do niej zjazd, ale potem już tylko lepiej. Samochodem da się dojechać pod samą tabliczkę :) 

Ewa pod wodą

 W sumie ciekawe miejsce, ale poczucia że jestem w najniższym miejscu w Polsce nie miałem. Może gdyby jakiś dół tam wykopać... Przejazd przez Elbląg... no cóż, chyba każde miasto w Polsce jest rozkopane, nam się udało wbić w nieziemski korek. Po odstaniu swego można było jechać do Fromborka. Na miejscu poszukaliśmy jakiegoś miejsca do parkowania i można było udać się na zwiedzanie. 

Wzgórze katedralne

Pierwsze podejście do kesza "wtk00: Wzgórze Katedralne - OP3B0D" nie wypaliło. Lokalna społeczność w postaci dwóch koneserów tanich win okupowała ławkę naprzeciw skrzynki. Nic to - ruszyliśmy na zwiedzanie kompleksu katedralnego. Nie wiedzieć czemu w dniu naszego pobytu wstęp na wszystkie obiekty był bezpłatny :) 

Dzień dziecka :)

Wspominałem już o Zagłębiu Czerwonej Cegły? Katedra też z niej jest zrobiona. 




zakazu nie było... to wlazła ;)

A na dziedzińcu... tabuny ludzi. Co się okazało? Akurat tego dnia Frombork odwiedzili stypendyści Fundacji Dzieło Nowego Tysiąclecia, w ilości sztuk 1200 !! Niezłe mieliśmy towarzystwo ;) Bez większych problemów udało się nam odczytać hasło do skrzynki wirtualnej "O OBROTACH SFER NIEBIESKICH - OP0BF5". i można było przystąpić do zwiedzania. Najmniejszy tłok był przy wejściu na wieżę Radziejowskiego (dawna dzwonnica) i tam też się udaliśmy. W sumie najciekawszą rzeczą w wieży jest wahadło Foucaulta. 



Lina wahadła ma 28,5 metra długości a jego ciężar to około 46 kg. Pani, która obsługuje to urządzenie zaczepia sznurek do wahadła, potem jak już wahadło się ustabilizuje sznurek jest przepalany i wahadło zaczyna swój ruch. Ogólnie to mniej więcej wiem po co ono, te wahadło jest. Ale mimo przejrzenia kilku wpisów na necie dotyczących zasad działania to nie ogarniam tego. Ale jest i się macha - fajne :) A z wieży wspaniałe widoki, warto tam się wdrapać. 




Po obejrzeniu wszystkiego co obejrzeć można było polecieliśmy na dół. Biegiem. Coś dla Ewy się zwidziało i zaczęła zbiegać na dół wieży, to pobiegłem za nią ;) I bardzo dobrze się stało, bo zostaliśmy zagnani do planetarium i po naszym wejściu rozpoczął się seans. Też fajne - mnie bardziej ciekawił sam mechanizm projekcyjny. Bo jednak teraz to by było proste - komputery, projektory, lasery itp. A tu nie - układ soczewek, żaróweczki itp. - ciekawe. Połaziliśmy jeszcze trochę po okolicy i trafiliśmy na Izbę Dziedzictwa Kulturowego. W środku różne różności - coś w stylu jarmarku staroci. I młoda przewodniczka, która w ekspresowym tempie nas oprowadziła. Trochę się jej bałem, tak stanowcza była. W drodze do keszowozu trafiliśmy na siłownię na otwartym powietrzu - dobra idea, można się zmęczyć. 


Frombork za nami - jedziemy dalej zgodnie z planem. Pierwsze dzisiejsze niepowodzenie - droga na Tolkmicko w remoncie jakieś objazdy, wykopy - odpuściliśmy. Jedziemy zatem do Elbląga. I tu niepowodzenie drugie - keszowóz wziął i przestał jechać. Posprawdzałem wszystko co wydawało mi się istotne. Mało się znam na samochodzikach ale sprawdziłem klemy, świece, przewody - wydawało się że wszystko ok. Rozrusznik kręcił, prąd dochodził, paliwo było - tylko silnik nie odpalał... Jak dla mnie to za bardzo skomplikowane. Zaczęliśmy poszukiwania w necie jakiejś pomocy drogowej. Tylko z zasięgiem GSM było słabo. W końcu się udało. Znalazł się jakiś miły człowiek, który miał nas zgarnąć i naprawić keszowóz. Czas dojazdu +- godzina, bo gość w trasie. No to czekamy. Czekamy, czekamy... Okoliczności jak przystało na sytuację zaczęły być dramatyczne ;) Nadejszły chmury, ściemniło się... wokół tylko las, zaczął padać deszcz... W końcu jest, przyjechała odsiecz. Pan Magik poprosił o otworzenie maski i wyjął... pasek rozrządu ;) Trochę taki... pękniety. To już wiadomo przynajmniej czemu samochodzik nie jechał. Jak się okazało Pan Magik przyjechał lawetą z popsutą wyciągarką - normalnie magia hehehe Więc w padającym deszczu wpychaliśmy ręcznie keszowóz na lawetę - jak przygoda to przygoda :) W czasie jazdy lawetą ( do Elbląga było 21 km), zastanawialiśmy się czy w keszowozie rozrząd jest kolizyjny, czy też nie. Jak nie, to super, zmiana paska i jedziemy dalej. Jak kolizyjny... to już gorsza opcja, poważna naprawa i koniec urlopu. po drodze do warsztatu zajechaliśmy do sklepu z częściami i zanabyliśmy nowy pasek rozrządu. Samochodzik został wepchany na kanał i Pan Magik przystąpił do czynności naprawczych. Na szczęście stare samochody są dobre - mozna je naprawić przy pomocy kombinerek, młotka i kluczy. Nie trzeba komputera i wymiany podzespołów za kosmiczne pieniądze. Po krótkim czasie nowy pasek został zamontowany - nadeszła chwila prawdy... Się udało ! :) Silnik przeżył, czyli nie jest kolizyjny. Samochodzik znów był żywy :) Uradowani wyjechaliśmy z warsztatu. Z powodu dzisiejszych emocji i wrażeń postanowiliśmy wracać na kwaterę. Niestety samochodzik nie bardzo chciał współpracować - maksymalnie jechał 60 km na godzinę. Zawróciliśmy więc do Pana Magika, który tym razem położenie rozrządu ustawił bardziej. Po poprawce samochodzik zachowywał się bez zarzutu, z bananem na twarzy udaliśmy się na kwaterę, coby odpocząć. Frombork zwiedzony, 3 skrzynki zaliczone - nie jest źle :)

czwartek, 18 lipca 2013

Dwie wieże, 17.07.2013 r.

Jak byliśmy na Pomorzu, to na Podlasiu pojawiła się nowa skrzynka. Tytułowe "Dwie wieże - OP6BDC". I jakoś tak się nam z Nickielem zgadało, że warto tam podjechać i podjąć. W końcu to Nickielowy FTF. Pogoda dopisała, wsiedliśmy więc do keszowozu i obraliśmy kierunek na Łapy, a dokładniej trochę przed Łapami - Uhowo. Skrzynka to krótki multikesz, bardzo krótki bo dwuetapowy. Pierwsza wieża nie sprawiła problemu, dojazd właściwie pod samą wieżę, dojście też bezproblemowe. Szukaniem skrzynki zajął się Nickiel, ja nie szukałem.

wieża pierwsza

Akurat tą krzynkę miałem przyjemność weryfikować, więc i tak wiedziałem jak to wszystko jest ukryte, więc po co psuć komuś zabawę :) Ale sprawnie mu poszło, kordy na drugi etap spisane, hasło też.

widok na prawo

szukamy

okoliczności przyrody

Na drugą wieżę byliśmy przygotowani bardziej. Czyli nałożyliśmy kalosze. Bo dojazd w sumie dobry, ale podobno dojście mniej ciekawe. Tak przynajmniej wyglądało z filmiku w necie. Ale okazało się, że obawy były bezpodstawne - teraz jest całkiem sucho i jedyny problem może stanowić mostek-kładka.

wieża druga

Tak bez poręczy to dziwnie się idzie ;) Tutaj trochę zeszło z szukaniem kesza, bo nie doczytaliśmy opisu. Ale w końcu się poddał.

łup zdobyty

okoliczności przyrody

Całkiem sprytnie schowany. Żeby pierwsza skrzynka była ciekawiej zamaskowana to dałbym gwiazdkę, a tak... tylko ocena dobra. Po ogarnięciu multikesza, w drodze do Białegostoku podjęliśmy jeszcze skrzynkę "Odpowiedzialność zbiorowa".

"Odpowiedzialność zbiorowa" wpis dokonany

Raz już tam byliśmy ale skrzynki nie było, a teraz po reaktywacji bez problemu. I wyszedł nam taki krótki rajd keszerski ;)

środa, 17 lipca 2013

Jantar, Malbork - 09.07.2013 r.

Wpis dedykowany dla Psikiszka. Żeby miał co czytać ;)

Pobudka była dość wczesna. Trzeba ogarnąć tłumik w keszowozie. Trochę obaw było - bo Sztum zbyt wielki nie jest, i niezakonieczne musi być jakiś tłumikowy magik. Tuż po 8 rano zacząłem wydzwaniać po okolicznych warsztatach. Nie było dobrze... W czwartek, po południu, za kilka godzin... A tu trzeba jechać, zwiedzać, keszować! Aż w końcu załapałem jak tłumaczyć mój problem. I szast, prast - 15 minut i keszowóz stał na kanale. Jak się udało? Ano nie dopowiedziałem, że mamy kwaterę w Sztumie. Tylko że jestem z Białegostoku i mam problem z tłumikiem. Jak zajechałem do warsztatu, pan właściciel rzekł "Ogarnijcie panu tłumik, pan z trasy" ;) Żeby nie było, jak wyjeżdżałem z kwatery to obudzili się wszyscy, psy znowu uciekały - w okolicznych wioskach też, a miny przechodniów bezcenne :) Ogarnianie tłumika trochę potrwało, w chłopakach z warsztatu odezwały się tajone talenty artystyczne. Cieli, rzeźbili, szlifowali, spawali, cieli, rzeźbili - małe abstrakcyjne dzieło sztuki wyszło. Jak ktoś chce obejrzeć zapraszam - wystarczy wczołgać się pod keszowóz. Cała akcja wyniosła tylko 70 PLN - co nie jest dużą kwotą, biorąc pod uwagę, że wypchali z kanału jakiś samochodzik i mnie wpuścili. W koncu "z trasy" byłem ;) A gwarancja? - jak to u artystów - "do bramy", potem nie odpowiadają ;). Bez efektów dźwiękowych wróciłem na kwaterę. Okoliczne psy mimo że keszowóz juz nie ryczał, profilaktycznie obserwowały mój przejazd z ukrycia. W sumie zeszło mi do 11 te ogarnianie keszowozu. W sumie dobrze wyszło, bo poranek był pochmurny i mało zachęcający. Ewa postanowiła, że dziś jedziemy nad morze - opalać sie itp. Słabo to widziałem, patrząc na niebo... Ale na wykresikach z ICM Meteo było, że od 13 zero chmurek i pogoda normalnie jak w lato. I się to prawdą okazało. Tylko gdzie na plażę? Tak żeby tabunów wczasowiczów uniknąć? I tu z odsieczą pośpieszyła nasza gospodyni. Otóż między Stegną i Jantarem jest miejscowość Junoszyno. I tam przy drodze trzeba zaparkować i 1,5 km przejść przez las. Faktycznie, plaża jak na nadmorskie standardy pusta - w zasięgu wzroku może z 10-12 osób. Pewnie też pomógł brzydki i pochmurny poranek. Bo jak schodziliśmy z plaży około 15 to już się ludzie pojawili. Ale żeby poplażować, to trzeba tam dojechać. A po drodze się rzuciły w oczy dwa wirtuale "Stacja pomp - Chłodniewo" oraz "Cmentarz Jedenastu Wsi". 


Kościół greckokatolicki, miejscowość Cyganek

I w sumie to nawet się udało - wirtualnie. Bo i w jednym i w drugim miejscu remonty jakieś trwały i nijak się nie można było doszukać odpowiednich fragmentów architektury, żeby skrzynkę zaliczyć. Jak na plaży było to każdy mniej więcej wie - piasek, morze słońce itp. czyli urlopowe lenistwo. 

Plaża - zdjęcie poglądowe

Po odleżeniu przepisowych 2 godzin udaliśmy się z powrotem do keszowozu. Przebrani w bardziej wyjściowe ciuszki pojechaliśmy do Jantaru zjeść obiad i polansować się w okolicy ;) Jeśli chodzi o jedzenie w nadmorskich miejscowościach... turysta zje wszytko, a i tak drugi raz nie wróci. Więc kebab ze skór i chrząstek kurczaka też się nada. Błeeeh. Przy okazji podjęliśmy też skrzynkę "Jantarowe ścieżki. Hobbit.". 

Morze od strony skrzynki

Poszło całkiem sprawnie, mimo tego, że podlazłem z d..py strony zamiast jak człowiek ścieżką. Jako, że godziny były już popołudniowe to za bardzo parcia na zwiedzanie nie było. Po drodze postanowiliśmy połazić po Malborku i z tego miasta wrócić do Sztumu. O ludzkiej godzinie, żeby trochę siły zregenerować. Malbork jak Malbork. Zamek mają. 

Nuda...

Nuda...

Ewa :)

Nuda...

Nuda...

Nudna dziura

Nudna dziura

Nudna dziura

Ewa chciała jakieś centrum zobaczyć, ale nam nie wyszło. 

Niby centrum - znaczy ratusz staromiejski

Podobno jest. Ale i tak wszyscy do zamku idą. 

Lans na zamku ;)

Oprócz zamku w Malborku są również skrzynki. Cztery chyba. Dwie normalne dla ludzi - czyli bezpłatne. I dwie na zamku. A wejście na zamek 39,5 PLN od łba. Bogato. Dlatego też podjęliśmy te dwie bezpłatne.  Szkoda pogody na łażenie po zamku, zwiedzimy go jak pogoda się popsuje. Pierwsza skrzyneczka "Za darmo" była całkiem prosta. Gorzej było z odłożeniem, trochę się naczekałem na możliwość ponownego ukrycia skrzynki. 

Kiedyś się uda... pójdą sobie wszyscy

Już po drodze do Sztumu zajechaliśmy do skrzynki "Działo". Działo samobieżne, które dla wszystkich jest czołgiem. 

nieczołg

Poszło całkiem sprytnie, mimo dzieciarni biegającej wokół. Skrzynki zdobyte, czas wracać na kwaterę. Już w Sztumie podjeliśmy decyzję, coby podjąć tamtejszą skrzynkę. Jedna jest w miasteczku i w końcu jej nie podejmiemy... to podjęliśmy. "H44 - Cmentarna wieża ciśnień w Sztumie" poddała się w minutę. 

Wieża ciśnień Sztum. Z czego? Z czerwonej cegły ;)

Niby magnetyczna, ale jakieś sprytne te magnesy, niewidoczne ;) Po zdobyciu skrzynki, z czystym sumieniem pojechaliśmy na kwaterę - odpoczywać.

Trasa: GPS