niedziela, 28 września 2014

Suwalszczyzna, 13.09.2014 r.

Korciło nas, żeby poweekendować na Suwalszczyźnie. Tylko pogoda jakoś nie chciała współpracować. Ale rzutem na taśmę zrobił się naprawdę ładny weekend, także decyzja zapadła. I jak się okazało, tym razem prognozy pogody nie kłamały. Przez dwa dni panowały naprawdę letnie temperatury i świeciło piękne słońce :)
Droga do naszej ulubionej kwatery w Jeleniewie minęła właściwie bez przygód... No może poza liskiem, który tuż przed Jeleniewem postanowił przeciąć nam drogę. Trochę stresu było, bo lisek pojawił się dość niespodziewanie w świetle reflektorów, a i wyhamowanie z prędkości około 90 km/h też do najprostszych nie należało. Ale zakończyło się szczęśliwie, lisek potuptał dalej, a keszowóz bez obrażeń zatrzymał się prawie w poprzek drogi. Choć przez moment lisek zniknął z pola widzenia pod maską, to nic mu się nie stało. Na szczęście dalsza droga upłynęła już bez przygód i na kwaterę dotarliśmy bez dodatkowych wrażeń.
Rano wstaliśmy w dobrych humorach, słoneczko świeciło, ptaszki śpiewały itp. Szybkie śniadanie i wyruszyliśmy na poszukiwania skrzynek. Całkiem niedaleko od naszej kwatery jest Góra Cisowa na którą oczywiście postanowiliśmy wejść. Po drodze, z pobliskiego gospodarstwa wyszły ciekawskie kotki. Bardzo sympatyczne zresztą :)




A na górę ciężko wejść,oj ciężko... Widać jakieś zmiany na podejściu, nowe barierki, a i na samej górze wyłożone jakim brukiem nie brukiem. Widoki jak zawsze warte trudów wspinaczki.


Góra górą - ale założeniem na dziś są skrzynki i ich poszukiwania. Plan zakładał zdobycie 10 skrzynek, czyli wersja light. Biorąc pod uwagę że to Suwalszczyzna i nie zawsze jest jak dojechać to się za bardzo na te 10 sztuk nie nastawialiśmy. Pierwszą z zaplanowanych skrzynek była "Spaleni żywcem - OP6EC0". Bardzo ciężko wypatrzeć z drogi ten pomnik, żeby nie kordy to byśmy nie trafili. Ale udało się odnaleźć i pomnik i skrzynkę. Jako że to miejsce pamięci, to zapaliliśmy znicz.



Kolejna skrzynka "Czop po odwiercie nad Jacznem - OP83TM" dała się nam we znaki. Ale w pozytywny sposób. Gdzie założyciel tej skrzynki czyli  Johnny224 wynajduje takie miejscówki to my nie wiemy, ale niech ich wynajduje jak najwięcej ;) Jako że do skrzynki nie prowadzi żadna sensowna droga to postanowiliśmy zaparkować niedaleko, jakieś 500 metrów od kesza. A parking wypadł przy punkcie widokowym, na który oczywiście z trudem się wspięliśmy. A widok? Na jezioro Jaczno.


500 metrów do skrzynki - spacerek przecież ;) Najsamprzód pastwisko, pastuchy i leśne krowy...

 Potem chaszcze, następnie krzaczory, po krzaczorach zarośla, później chaszcze... a nie chaszcze już były :) A tak, nie było zarośniętych krzaczorami chaszczy na źródlisku. Znaczy się - błoto wciąga. Jednak krótkie spodenki nie były dobrym pomysłem.




Po zdobyciu skrzynki postanowiliśmy nie wracać przez chaszcze, na mapie jawiło się coś podobnego do drogi, która prowadzi do innej drogi o której wiem że jest taką drogą do drogi bardzo podobną ;)
A szukając drogi która miała nas doprowadzić do innej drogi znaleźlismy pomost nad jeziorem Jaczno. Bardzo urokliwe miejsce, czysta woda, cisza - coś pięknego. A woda ma nietypowy szmaragdowy odcień, podobnież jakieś roślinki taki efekt czynią.





A droga która miała nas doprowadzić do innej drogi była... strumieniem :)


Twardy byłem i postanowiłem boso pokonać trasę. Zły pomysł, woda tak lodowata że co kilka kroków musiałem wychodzić ze strumienia, żeby trochę ogrzać stopy. Ewa natomiast obrała taktykę lądowo-wspinaczkową i szła wzdłuż strumienia.


Żaby tez tam były.


Strumyki się pokończyły, chaszcze również, dotarliśmy do dużej łąki, którą doszliśmy do tej "lepszej" drogi. Lepsza droga prowadzi wąwozami, szeroka na jakieś 1,5 - 2 metry, ale przynajmniej nie jest zarośnięta. A przy okazji tą drogą prowadzi scieżka przyrodnicza dookoła jeziora Jaczno - więc można się trochę poedukować czytając informacje na tablicach. I jest nawet widok na jezioro Jaczno - dla odmiany z innej strony niż poprzednio.


W sumie te 500 metrów do keszyka i powrót zajęły nam półtorej godziny? Kolejny kesz "Zapomniane ruinki koło Cisówka" też nie zapowiadał się lepiej. Znowu miejscówka wynaleziona przez Johnny224 i znowu bez możliwości dojazdu. Tym razem do kesza było około 1,3 km w linii prostej od keszowozu. A skrzynka ukryta w sumie nad jeziorem Hańcza. Do kesza idzie się niebieskim szlakiem, czyli wąską ścieżką wzdłuż linii brzegowej. Przy poprzedniej skrzynce jak i przy tej objawiły się nam uroki Suwalszczyzny po tzw. sezonie - nie ma tu po prostu nikogo !




Bardzo przyjemnie się szło tą ścieżką, zacne widoki, cisza a do tego przepiękna pogoda. Nawet pokusiłem się o kąpiel w jeziorze Hańcza, nie był to najlepszy pomysł bo woda lodowata. Zdjęć z kąpieli nie będzie, tzn. są ale nie miałem stroju kąpielowego więc się nie nadają do publikacji w internetach ;) A skrzyneczkę upolowaliśmy, z trudem bo z trudem ale się udało. To już drugi FTF dzisiaj, także humor tym bardziej dopisywał :) Kolejnym miejscem na naszej mapie była skrzynka "Wischajny - cmentarz ewangelicki". Z cmentarza niewiele zostało, jest bardzo zarośnięty, widać tylko resztki bramy cmentarnej, a samych nagrobków nie widać wcale. Na szczęście pojawił się lokalny tubylec, który nieopodal kosił trawę i zaprowadził nas do miejsca w którym widać kilka krzyży. Ze słów owego kosiarza wynikło, ze jeszcze z 5-6 lat wstecz to na cmentarz przyjeżdżali Niemcy i starali się zadbać o wygląd cmentarza. Natomiast teraz nie dba o to nikt i nikt tu nie zagląda.



Po zdobyciu tej skrzynki udaliśmy się w stronę Wiżajn. Zamysł był taki że coś zjemy na miejscu. Niestety najbliższe coś z jedzeniem okazało się być oddalone o 9 km - czyli pojechalismy do Rutki - Tartak :) Ale przed obiadem odwiedziliśmy wieżę widokową w miejscowości Baranowo. Bardzo wysoka i w sumie chyba nowa. Skrzynki przy niej brak - więc jak ktos ma chęć to warto założyć.


Po obiadku powrót do Wiżajn i dalsze poszukiwania skrzynek. Na początek "Polsko-niemiecki cmentarz ewangelicki w Burniszkach". Ewa poszła robić zdjęcia, ja natomiast zająłem się wpisem do logbooka. 



3 km dalej jest skrzynka na granicy polsko - litewskiej, ale z braku jakiejś sensownej drogi dotarcia do tejże skrzynki odpuściliśmy. Po drugiej stronie jeziora znajduje się natomiast stadion i pole biwakowe. Przed wojną na tym terenie znajdował się cmentarz żydowski, ale do czasów obecnych nie zachował się już żaden ślad tego kirkutu. I kirkutowi właśnie jest poświęcona kolejna skrzynka którą odwiedzamy, czyli "Vizhon - OP7510". Skrzyneczka schowana bardzo pomysłowo, a sama okolica wygląda trochę... dziwnie. Mnie najbardziej zafascynowało pole biwakowe, z paleniskiem w którym można upiec chyba całego prosiaka i wiaty w ilościach hurtowych.


Po drodze do kolejnej skrzynki napotkaliśmy przeszkodę w postaci zwierząt hodowlanych typu mlecznego ;)




A samą skrzynkę "Folwark Sudawskie - OP80YP" podjęliśmy bez większych problemów. Poczyniliśmy jeszcze próbę podjęcia skrzynki "folwark Skombobole" niestety czas nas gonił, a chaszcze były srogie ;) Ale wrócimy tu za rok. A czas nas gonił bo Ewa chciała utrwalić na zdjęciach zachód słońca nad jeziorem w Wiżajnach.




W sumie wyszedł bardzo udany dzień, przeszczęśliwi wrócilismy na kwaterę. Jednak keszowanie i Suwalszczyzna to chyba najlepsze z możliwych połączeń.

Tradycyjne ślad trasy; GPS

niedziela, 17 sierpnia 2014

Kanał Augustowski, 16.08.2014 r.

Nie mieliśmy za bardzo planów na sobotę a w domu siedzieć szkoda... tym bardziej, że pogoda w miarę sprzyjała. Jakoś nam się spodobały okolice Kanału Augustowskiego na mapie i tam też się wybraliśmy. Konkretnych planów wycieczkowych nie było - kilka skrzynek do zdobycia i może coś tam się przy okazji zobaczy. Keszowóz zapakowany i można jechać :) 
Po drodze do Suchowoli za bardzo keszy nie mamy, za Suchowolą za to ukryta jest skrzyneczka, która jakoś mi umknęła. Umknęła w sensie takim, że 3 lata temu nie udało mi się jej odnaleźć, a teraz... podjęta bez większego problemu. Mowa o skrzynce "Snuffer- "Trzy zdrowaśki" - OP199D". 


Po zdobyciu tej skrzynki udaliśmy się w dalszą drogę - na granicę z Białorusią, a dokładniej to na jedyne na wschodniej granicy Polski, rzeczne przejście graniczne Rudawka - Lesnaja. Ale jaka piękna ta droga... za Lipskiem, od Skieblewa do Rudawki jedzie się wąską asfaltówką przez Puszczę Augustowską. Aż żałowaliśmy że jedziemy samochodem a nie rowerami, bardzo malownicza okolica i praktycznie zerowy ruch. W dobrych humorach dotarliśmy w okolice śluzy kurzyniec. Granica między Białorusią a Polską przebiega w tym miejscu przez środek kanału Augustowskiego, dzięki temu połowa śluzy Kurzyniec jest po polskiej, a połowa po stronie białoruskiej. Niestety nie udało się nam wejść na teren śluzy - nie było nikogo kto pozwoliłby nam na wejście i otworzył bramę. A że teren dość mocno monitorowany to na własną rękę nie próbowaliśmy tam się dostać. Porobiliśmy trochę zdjęć i udaliśmy się na poszukiwanie skrzynki "Śluza Kurzyniec - OP69BB" Łatwo nie było, kordy trochę nie ten teges, a i skarpa nie ułatwiała ustalenia czy szukać na dole czy na górze. Ale ostatecznie sukces :)

teren śluzy


pale graniczne

po drugiej stronie
Skoro śluzy, to niedaleko jest kolejna, i jest przy niej skrzynka "CASH CACHE - śluza Kudryki - OP1D4B". Tutaj podjęcie skrzynki poszło bardzo sprawnie. A sama śluza? Wygląda na opustoszałą - bo już chyba nikt przez nią nie przepływa, bo i po co? Skoro za moment jest granica? Ale żeby nie było, pan śluzowy podjechał rowerkiem zobaczyć czy nikt nie chce skorzystać z opcji śluzowania i po stwierdzeniu że chętnych brak, odjechał w sobie tylko znanym kierunku.

zdjęcie musi być ;)
Leśnymi duktami, dotarliśmy w okolice kolejnej skrzynki czyli "Jezioro Szlamy - OP70AB" Po drodze rozglądałem się czy nie ma jakichś zakazów ruchu itp. - otóż są, ale na drogach odchodzących od tej którą jechaliśmy. Wygląda na to, że droga którą jechaliśmy była drogą publiczną. W sumie to logiczne, bo za bardzo innych dróg tam nie ma i to jedyne połączenie między poszczególnymi miejscowościami. Drogą dojechaliśmy do znaku zakazu za miejscowością Muły i pozostał  nam kilometrowy spacer do miejsca ukrycia skrzynki. A droga przez las ciekawa - dużo mrówek i mrowisk. Mrówki mają autostradę na jakieś 10-12 strumieni mrówek w każdą stronę ;) Autostrada mrówkowa łączy dwa spore mrowiska oddalone od siebie o jakieś 200 metrów. Tylko nie bardzo nam pasowała opcja, że mrówki w obie strony maszerują "na pusto"... W końcu doszliśmy do wniosku, że w drugim mrowisku jest stołówka i mrówy idą tam na obiadek i najedzone wracają odpoczywać w rodzinnym mrowisku ;) A skrzynka pokazała nam miejsce z którego widać kawałek granicznego jeziora Szlamy. Chyba ze względu na niedostępność linii brzegowej i bliskość granicy z Białorusią na jeziorze nie ma turystów. Nie ma też wokół żadnych udogodnień dla turystów - ot takie miejsce na końcu świata. Ale spacer był bardzo przyjemny :)


Kolejnym ciekawym miejscem na naszej trasie była "Elektrownia na Szlamicy w Rygoli - OP70AA". Jest to prywatna elektrownia wodna, bardzo ciekawy obiekt. Szkoda tylko że nie można wejść do środka, ale jak ktoś się uprze to można sobie pozaglądać przez okna, widać wtedy jakieś mechanizmy które się obracają i coś napędzają - znaczy prąd się produkuje :)


Po zdobyciu skrzyneczki przy elektrowni udaliśmy się nad jezioro Płaskie. Niestety skrzyneczki tam umieszczonej nie udało nam się zdobyć - kordy w lesie pływały, zdjęcie spojlerowe nic nie pomagało... Ale za to pomoczyliśmy nogi w jeziorze ;) Woda bardzo czysta, ciepła - do tego bardzo przyjemne piaszczyste dno.


I to w sumie była ostatnia tradycyjna skrzyneczka na dziś. powrót do Białegostoku zaplanowaliśmy przez Augustów, dlatego też skierowaliśmy się w stronę Przewięzi. Wyszło nam, ze mimo że dalej, to będzie wygodniej i szybciej jechać asfaltem i potem S8. Po drodze jeszcze odwiedziliśmy skrzynkę wirtualną "Snuffer- "Przy drodze do Mikaszówki" - OP084D" i to na tyle jeśli chodzi o keszowanie. Oczywiście w trakcie jazdy rozglądaliśmy się na boki, zeby nie przeoczyć jakiegoś fajnego miejsca. Udało się nam dzięki temu zajechać na śluzę Paniewo. Jest to jedyna śluza dwukomorowa na kanale augustowskim. Różnica poziomów około 6 metrów - czyli całkiem dużo. A że akurat odbywało się śluzowanie to trochę czasu nam tam zeszło ;)






Niedaleko śluzy, przy parkingu znajduje się kiosk Astronomiczny. Długa chwilę nam zeszło zrozumienie o co tu chodzi... No bo co ma kanał augustowski wspólnego z astronomią? Zagadka jednak się poddała - po prostu z szyldu spadła literka G ;) Zagadka rozwiązana, więc można się posilić w kiosku (G)astronomicznym ;) A posilaliśmy się plackami ziemniaczanymi, mi smakowały, Ewa nie była do nich przekonana. Mnie w plackach zaciekawił ich kształt - idealnie okrągłe, ten sam rozmiar... jak zrobić takie w domu? ;) Pojedzeni udaliśmy się w dalszą drogę - jednak czas już nas gonił. Nawet deszczowo się zaczęło robić. Jeszcze tylko przebić się przez Augustów... masakra. Korek na drodze przelotowej ogromny. Jednak obwodnica jest potrzebna. A w drodze do Białegostoku towarzyszył nam deszcz... ale to już w drodze, w suchym samochodzie - to mógł. Ważne, że w czasie keszowania pogoda dopisywała :)



Trasa : GPX

środa, 2 lipca 2014

Łańcut, Przemyśl 04.05.2014 r.

Pogoda się poprawiła. O tyle, że przestało padać, aczkolwiek za ciepło nie było. Pomysłu na trasę też za bardzo nie było. Ruszyliśmy zatem w stronę Łańcuta. Bardzo nam się podobała trasa - sporo przewyższeń, a zatem duuużo punktów widokowych. Niby na nizinach przestrzeń jest, ale jej nie widać. A tu... co górka to wzrok sięga na wiele kilometrów ;) Po drodze oczywiście były jakieś skrzynki. Pierwsza to "mushin70 - Piesza kładka nad Sanem w Warze - OP4685". Bardzo ciekawa konstrukcja. Trochę niestabilna, ale jest moc ;)




Szkoda tylko, że mocno wiało i nie bardzo były chęci na dłuższą kontemplację uroków Sanu. Szybki wpis do logbooka i lecimy dalej. Dalej czyli do skrzynki "mushin85 - Punkt widokowy "Przy niebieskim szlaku" - OP80WA". Z punktami widokowi to jest tak, że są wysoko. Czyli trzeba tam wejść. Drogi były dwie - pierwsza z zawijasami, ale łagodniejsza i druga - prosta, ale bardzo stroma. Wybraliśmy oczywiście tą drugą ;) Nie był to zbyt dobry pomysł, bo po opadach deszczu było ślisko... Ale jakoś się udało nam wdrapać na szczyt. Jakoś słabo z kondycją ;) Za to widoki zacne. 




Zeszliśmy już tą łagodniejszą drogą. Krótki posiłek na parkingu i zmierzamy dalej ku Łańcutowi. Nawet pogoda się poprawiła, a z nią nasze humory :) W Łańcucie znaleźliśmy parking (oczywiście płatny) i ruszyliśmy na zwiedzanie. A co zwiedzać? Oczywiście Zamek Lubomirskich. Zamek jak to zamek, nas najbardziej zaciekawiła storczykarnia umiejscowiona na teranie parku pałacowego. Mimo że wstęp do storczykarni był płatny Ewa nie odpuściła. Może dlatego że w mieszkaniu też mamy sporo storczyków? A storczyków było mnóstwo, różne kształty, kolory, zapachy... Już na wyjściu ze szklarni natknęliśmy się na panią, która opiekuje się szklarnią i przegnała nas z powrotem przez storczyki, opisując pokrótce każdy gatunek. Ewa pstrykała fotki, ja zaś przysiadłem sobie na ławeczce. I tak jakoś z rozmowy między Ewą a jakąś turystką wyszło, że jestem najpiękniejszym storczykiem ;)

trochę niewyjściowo jak na wizytę w pałacu ;)







najpiękniejszy storczyk ;)


Z Łańcuta wyruszyliśmy w stronę Przemyśla - zobaczyć pozostałości twierdzy Przemyśl. Ta opcja trochę nam nie wyszła, bo fort do którego trafiliśmy nie prezentował się zbyt okazale.


A na odwiedzenie innych nie było już czasu. Był czas za to na krótki spacer po Przemyślu i zjedzenie późnego obiadu.




Wracając już na kwaterę zajechaliśmy do zamku w Krasiczynie. Nie ma tam co prawda skrzynki, ale zamek warto odwiedzić. Trafiliśmy tam około 19, dzięki tak późnej porze nie było tam turystów. Wykorzystaliśmy resztki światła dziennego na zrobienie zdjęć i zwiedzanie. A zamek robi wrażenie, naprawdę warto go odwiedzić.








Już po zmroku, krętymi drogami wróciliśmy na kwaterę w Bachlawie. Trochę bez sensu był ten dzień, więcej jazdy niż zwiedzania, ale i tak byliśmy bardzo zadowoleni :)